Pierwszy miód z białostockiej pasieki pokazuje, jak urósł miejski projekt

Pierwszy miód z białostockiej pasieki pokazuje, jak urósł miejski projekt

FOT. Urząd Miejski Białystok

W miejskiej pasiece przy skwerze między Branickiego a Miłosza pojawił się pierwszy tegoroczny miód. Dla Białegostoku to nie jest tylko kolejny słoik do miejskiej promocji, ale efekt kilku lat pracy nad miejscem, które od początku miało łączyć edukację, ochronę zapylaczy i konkretne zbiory. Z pięciu uli zrobiło się osiem, a wraz z nimi rosła też skala całego przedsięwzięcia.

  • Od łąk kwietnych zaczęła się historia, która dała miód i wyróżnienie
  • Zbiory rosną, bo wokół uli nie brakuje pożytku
  • Leśna pasieka i sandaria domykają miejską sieć dla zapylaczy

Od łąk kwietnych zaczęła się historia, która dała miód i wyróżnienie

Pierwsze tegoroczne miodobranie przypomniało, że miejska pasieka nie powstała przypadkiem. Jej pomysł wyrósł z zakładania łąk kwietnych i z szerszego myślenia o roślinach, które dają pszczołom pyłek i nektar przez większą część sezonu. Z czasem ten fragment zieleni stał się czymś więcej niż tylko ciekawostką przy spacerowej trasie.

Pasieka ma też wymiar edukacyjny. Jest częścią programu ochrony owadów zapylających i elementem miejskiej polityki, która zwraca uwagę na rolę pszczół w codziennym funkcjonowaniu miasta. Dzięki takim działaniom Białystok znalazł się w gronie „Miast Przyjaznych Pszczołom”.

– Jak widać, pszczoły mają się tu dobrze, a białostocka pasieka stale się rozwija. Początkowo było tu pięć uli, dziś jest ich już osiem – powiedział prezydent Tadeusz Truskolaski.

Warto przy tym pamiętać, że ta pasieka nie jest dekoracją. Została wpisana do rejestru prowadzonego przez Powiatowego Lekarza Weterynarii, a pierwsze rodziny pszczele pochodziły z kontrolowanej hodowli Instytutu Pszczelarstwa w Końskowoli. Wśród początkowych uli były cztery zabytkowe konstrukcje z różnych części Podlasia, w tym jeden mający około wieku, oraz jeden współczesny ul wykorzystywany przez pszczelarzy.

Zbiory rosną, bo wokół uli nie brakuje pożytku

Skala przedsięwzięcia najlepiej widać po wynikach. W 2020 roku z miejskiej pasieki zebrano 98 kilogramów miodu. W ubiegłym roku było to już 211 kilogramów. To duży skok, ale nie przypadek. Pszczoły mają tu dostęp do pożytku niemal przez cały sezon, a to dla pasieki najważniejszy warunek powodzenia.

Wokół uli rosną łąki kwietne, pojawiają się pola słoneczników, a wiosną pracują też drzewa owocowe. Jabłonie, grusze, wiśnie i śliwy tworzą dla zapylaczy mocny start sezonu, a później pałeczkę przejmują kolejne rośliny. Z perspektywy mieszkańca oznacza to prostą rzecz: im lepiej zaplanowana zieleń, tym większa szansa, że pszczoły i inne owady znajdą tu warunki do życia, a nie tylko chwilowy przystanek.

Pasieka rozwijała się stopniowo. W 2021 roku dołożono dwa kolejne ule w tradycyjnych formach, w tym leżącą kłodę z sosnowego pnia i wolnostojący ul wydrążony w kłodzie. Rok później pojawił się następny ul w pniu drzewa. Całość zaczęła przypominać małe, dobrze przemyślane zaplecze dla zapylaczy, a nie pojedynczy pokazowy punkt.

Leśna pasieka i sandaria domykają miejską sieć dla zapylaczy

Białystok nie poprzestał na jednym miejscu. W 2020 roku powstała także pasieka leśna na terenie Lasu Zwierzynieckiego, obok Alei Myrchów. Składa się z naturalnej barci wydłubanej w pniu martwej sosny, dwóch kłód bartnych i trzech zabytkowych uli. To ważne uzupełnienie miejskiego projektu, bo pokazuje, że ochrona zapylaczy nie kończy się na miodzie i ustawionych równo ulach.

Na łąkach kwietnych przy Branickiego i Klepackiej pojawiły się z kolei sandaria, czyli miejsca przeznaczone dla dzikich zapylaczy, przede wszystkim pszczół samotnic gniazdujących w ziemi. Takie stanowiska odtwarzają warunki, których owady potrzebują do rozmnażania: ciepłe, suche, możliwie spokojne podłoże, bez gęstych kęp zasłaniających wejścia do gniazd. Ważną rolę odgrywają też kamienie, bo stabilizują teren i pomagają utrzymać odpowiedni mikroklimat.

W sandariach mogą gniazdować m.in. pszczolinki, smukliki, lepiarki czy niektóre porobnice. Samice kopią niewielkie norki, przygotowują komory lęgowe i znoszą do nich pyłek oraz nektar. To zupełnie inny model życia niż u pszczoły miodnej. Cichy, mniej widoczny, ale w miejskiej przyrodzie równie potrzebny. Dzięki takim miejscom miasto nie tylko zbiera miód, lecz także zostawia przestrzeń dla owadów, które na co dzień wykonują największą część pracy bez rozgłosu.

na podstawie: Urząd Miejski Białystok.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miejski Białystok). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.